niedziela, 6 sierpnia 2017

89.) Koniec rzygania tęczą, czyli o negatywnych myślach w pozytywny sposób


Świat oszalał na punkcie optymizmu, radości i wesołych myśli, a ja razem z nim. Afirmacjom, uśmiechom do lustra, medytacjom i zapewnieniom o miłości do siebie i świata nie było końca. Czy jednak potwór przestał się wynurzać zza łóżka i straszyć negatywnymi myślami, a uśmiech nie znika z twarzy bez względu na okoliczności. No niestety nie. Negatywne myśli, choć ukryte pod plandeką uśmiechu, zamiecione pod optymistyczny dywan, palone w ogniu pasji, entuzjazmu i żarliwej afirmacji po prostu są. Mało tego zdaje się, że gdy się je odsuwa w imię tego, jak powinno być (kolorowo, optymistycznie, zawsze wesoło) rosną w siłę, aby dopaść w chwili słabości i kopać leżącego, I tak z dziecka szczęścia stawałam się żałosnym robaczkiem owiniętym w pościel i płaczącym do poduszki.
Teraz wiem, że negatywne emocje, straszne myśli, głupie filmy w głowie ze scenariuszem z horroru lub krwawej jatki to ni mniej ni więcej jak po prostu informacje, niekiedy cenne i nie ma co ich zagłuszać wymuszonym pozytywem. I co ciekawe, dopiero jak ich słucham i wynajduję ich sens (co przychodzi mi z niemałym trudem), znikają.
I tak wszystko pięknie. ale jest jeden myk - w negatywne myśli lepiej się nie wkręcać, nie angażować, nie dopowiadać nic sobie, nie prowadzić wewnętrznego dialogu, nie nakręcać się złością, nie drżeć z urazy, nie oceniać, nie mieć wyrzutów ani do siebie ani do innych i nie tkwić w oskarżaniu całego świata. I oto największa trudność - podejść do danego problemu jako obserwator, zachować zimną krew, nie bać się i nie popadać w wyrzuty sumienia (co przy myślach o morderstwie męża wcale nie jest łatwe;)) Brak ocen i osądów to podstawa. Zostaje jeszcze nuta dociekliwości, spokojne miejsce, zestaw pytań do siebie i chęć poznania (usłyszenia, zobaczenia, wyczucia) odpowiedzi. 
Efekt? Można się nieźle zszokować samym sobą. Bo okazuje się na przykład, że tak naprawdę nie chcesz wybić sobie oka, tylko nie chcesz patrzeć na swoją niedoskonałość, nie chcesz zabić mamy, tylko zwyczajnie ci jej brakuje, a chęć wskoczenia do studni to chęć zaangażowania się w coś. Proszę się nie sugerować odpowiedziami, to tylko kilka przykładów z własnej praktyki, kluczem do rozwiązania dowolnej ,,negatywnej zagadki" jesteśmy my sami, nasze skojarzenia, przysłowia, wiersze, fragment usłyszanej piosenki w Radiu Zet lub cokolwiek innego;).
Ten temat przypomniał mi o proklamowanej przez Katie Byron pracy, która polega na zadawaniu sobie 4 pytań: 1. Czy to jest prawda? 2. Czy możesz mieć absolutną pewność, że to prawda? 3.Jak reagujesz, co się dzieje, kiedy jesteś przekonany, że ta myśl jest prawdziwa? 4. Kim byłbyś bez tej myśli?, a następnie odwracaniu zapisanych stwierdzeń. Odwracanie to rzecz niesamowita, pozwala doświadczyć odwrotnej sytuacji, która zdaje się być niemniej realna niż pierwotne założenie. Odwracać można na wiele sposobów, np. zdanie Paul powinien mnie rozumieć można odwrócić na min. trzy sposoby: Ja powinienem zrozumieć siebie, Ja powinienem zrozumieć Paula, Paul nie powinien mnie rozumieć. Katie Byron opracowała również formularz ,,Osądź bliźniego", z którym można pracować, kiedy ktoś zalezie nam za skórę. Jest to niezwykle pomocne narzędzie do tego, żeby pracować nad relacjami, zwłaszcza tymi trudnymi. 

Piszę tego posta prawdziwie w moment. Wstałam dzisiaj o 3 nad ranem z morderczymi myślami. I chyba bym zwariowała, gdybym nie przypomniała sobie o tym, że do tych myśli można podejść bez obwiniania siebie, za to wyciągając potrzebną mi informację. Kiedy sobie to uświadomiłam, ogarnęła mnie taka ulga, że zaczęłam się śmiać. I właśnie takiej ulgi w trudnych chwilach wszystkim życzę.

wtorek, 25 lipca 2017

88.) Cierpliwość

Ciekawe ile talii do tego wykorzystał
Tym razem w pełni świadomie dałam sobie spokój z blogiem, do czasu, kiedy przez smugę cienia przebiją się promyki słońca. To były intrygujące i piekielnie trudne dwa lata. W stu procentach sprawdziły się słowa jednej z kobiet spotkanych w rosyjskiej ekowiosce - ziemia wyciąga. I tak od kiedy osiedliliśmy się w całkiem zapuszczonym (przez 14 lat nie mieszkanym) gospodarstwie natchnione idee zmierzyły się z rzeczywistością, a ja dowiedziałam się o sobie więcej niż pewno bym chciała. Zdałam sobie na przykład sprawę z tego, że jestem skrajnie niecierpliwa. Wciąż żyję standardami miejskiego życia, dążeniem do szybkiego efektu, osiąganiem ambitnych celów, porównywaniem się z innymi i próbą świecenia przykładem. Przyjmując jednak wyzwanie życia na ziemi, bez regularnego źródła dochodu i większych oszczędności, za to z hektarem dobrej ziemi i domkiem do remontu wystawiłam się na szybką naukę dobrych manier. W bólach naginałam kręgosłup walcząc o wyimaginowane szczęście, aż w końcu sił zabrakło i poddałam się prądowi. Pora pogodzić się z dziurą w podłodze, chwastem w ogródku, czas nauczyć się cierpliwości. Czas wybuchy choleryczki zamienić w spokój i pozwolić mojej pogodzie ducha wrócić do siebie;). I tak cierpliwości zaczęłam się uczyć pieląc ogródek, ćwicząc, masując się i relaksując. Tak naprawdę dobrzy jesteśmy w tym, do czego mamy cierpliwość. Powtarzam to jak mantrę, kiedy tylko chce mi się rzucić to wszystko i warczeć na cały świat. I o dziwo, działa. Powoli, nie inaczej, czuję, że wracam do siebie. Pojawia się mnóstwo pomysłów, inspiracji, powracają siły do działania. W sposób szczególny pomaga mi słowiański masaż brzucha (na pewno temu zagadnieniu poświęcę tutaj więcej miejsca).  Śmiem twierdzić, że nie mylą się naukowcy dowodząc, że  w brzuchu mamy emocjonalny mózg, bo odkąd stosuję autoterapię SMB (Słowiańskiego Masażu Brzucha) nie ma we mnie już takiej złości. Kolejny komponent mojej pracy z brakiem cierpliwości to relaksacja oczu, bo po masażu oczu czuję się każdorazowo znacznie lepiej. Masaż ów wywodzi się z ćwiczeń tao i kiedyś zamieszczałam już filmik, jak się go wykonuje. Obecnie jest on dostępny na www.widze-wyraznie.blogspot.com Natomiast wyraźny przypływ energii odczuwam po rytuałach tybetańskich. Proste 5 ćwiczeń, a naprawdę dają powera. 
Fragment modlitwy AA o pogodę ducha napisanej przez Reinholda Niebuhra
Próbuję również wykształcić nawyk przerywania każdej czynności jaką wykonuję, aby spojrzeć w dal, usłyszeć brzęczenie zamrażarki, poobserwować małe kotki (ps może ktoś jest zainteresowany, mam trzy do oddania w dobre ręce), albo po prostu oderwać się od tego, co zazwyczaj robiłam jak koń mający klapki na oczach nie zważając na nic i nikogo, a w sposób szczególny na swoje samopoczucie.
Dużo cierpliwości życzę, chyba każdemu z nas się przyda.


piątek, 27 stycznia 2017

87.) Przystanek Alaska

Cudowne odkrycie  - PRZYSTANEK ALASKA - najwspanialszy serial z jakim miałam do czynienia. Niesamowicie klimatyczny, magiczny,  mądry, osadzony w przepięknej alaskańskiej scenerii. Bardzo prawdziwy. Obejrzałam od początku do końca, śmiałam się, płakałam, skakałam i jak to w takich sytuacjach bywa - pozostał niedosyt. Jestem pod ogromnym wrażeniem przemiany głównego bohatera pod koniec filmu, pokochałam postać Adama, a Chris i jego przemyślenia w programach radiowych, jego przygody z bratem i artystyczne inspiracje, dylematy Maggie O'Connell, mądrość Schelly, niesamowity instynkt Hollinga, Maurice - jego idee mierzone z rzeczywistością, Ruth-Anne i jej dziarskość, Marilyn i jej genialna lakoniczność i oczywiście Ed Chigliak. Ed to po prostu Ed. Tego nie da się opisać słowami. Jest jeszcze łoś, niesamowity klimat Cicely oraz genialna muzyka. Serdecznie polecam!








wtorek, 24 stycznia 2017

86.) CZAS

Ciągle się słyszy: ,,nie mam czasu, nie mam czasu!". Ostatnio mam takie przemyślenie, że mam tylko i wyłącznie czas. Czas to jedyne, co posiadam. Wszystko inne to kwestia czasu.



środa, 18 stycznia 2017

85.) Coś szalonego!

Miewacie czasami ochotę na coś szalonego?Ja wczoraj prawie, że za ostatnie pieniądze kupiłam sobie gitarę i maszynę do szycia. Nie mam zielonego pojęcia, czy będę grała oraz czy uda mi się nauczyć szyć. Pomyślałam sobie tylko, że szkoda mi czasu na marzenia, czas wziąć się do dzieła! Życie jest zbyt krótkie, by nie robić tego, co się chce!

poniedziałek, 16 stycznia 2017

84.) Zimowe widoki odsłona 2017

Aż ciężko mi uwierzyć, ze od ostatniego posta na tym blogu minął prawie rok. Kiedyś pewno bym się tłumaczyła i przepraszała. Dziś mam dla siebie znacznie więcej wyrozumiałości. No cóż, taka już moja specyfika. Czasami jestem, czasami mnie nie ma. I ma to swój urok.
Cóż to był za rok! Jeden z cięższych w moim życiu, bo po pierwsze zaczęła się dorosłość, którą rozumiem jako samodzielność finansową, a co tu kryć, mam trudność z dostosowaniem się do rozwiązań systemowych. Ponadto był to pierwszy rok na swoim, w starym niewyremontowanym domku z ponadhektarową działką, którą trzeba się zaopiekować, ale zawsze na swoim, a więc z poczuciem odpowiedzialności. Było więc pierwsze w moim życiu ogrodowanie, zmaganie się z kaprysami przyrody (głównie natury ludzkiej), próby przetworzenia wyhodowanej przez siebie żywności. Po raz pierwszy w życiu podjęłam się pracy. Pierwszy raz w życiu targały mnie tak skrajne emocje z dużą domieszką depresyjnej szarości, bo co tu kryć - nie znałam i nie byłam świadoma trudów wiejskiego życia, nigdy nie było mi dane żyć przez ponad rok bez toalety, nigdy nie paliłam w piecu, a z kuchnią kaflową nigdy nie miałam do czynienia. Już się chyba przyzwyczaiłam do szmerów pod podłogą i niewygodnej wersalki. Były też napięcia związkowe, bo dla nas obydwojga to był trudny czas. Przerabiamy pojęcie pracy od każdej strony, wzdłuż, wszerz, z góry, dołu i na wspak. I jakoś tak jeszcze nie znaleźliśmy ostatecznego rozwiązania.Ponadto podjęłam się studiów pedagogicznych, dosłownie i w przenośni. Z zapałem wertuję pedagogiczne eksperymenty, koncepcje paidei, czyli wychowania człowieka i oglądam filmy o wybitnych i skutecznych pedagogach. 
W teorii tyle rzeczy mam opanowanych, ale gdy chodzi o praktykę, bywa różnie, zazwyczaj mniej wesoło. Mój idealizm jest permanentnie wystawiony na konfrontację z rzeczywistością i choć nie raz już gryzłam ściany, zawsze wraca, otula mgłą rozmarzonego wzroku i motywuje inspirującą rozmową podniesionym z podniecenia głosem. 
Planów cała masa, wyzwania gonią wyzwania. W tym roku całkiem możliwe, że staniemy się przedsiębiorcami - założymy suszarnię owoców, warzyw, ziół. Rozpoczniemy współpracę z lokalnymi rolnikami i będziemy dostarczać kooperatywom spożywczym i wszystkim zainteresowanym dobrą, ekologiczną polską żywność. Zanim się to jednak stanie musimy zmierzyć się z remontem, formalnościami i strachem przed nieznanym. Czekają mnie praktyki studenckie i jak zawsze w takiej sytuacji szykuję sobie niezapomniane wrażenia. 
A tak poza tym wszystkim, co w głowie, u was też tak biało? Ulepimy dziś bałwana? No chodź zrobimy to!




czwartek, 10 marca 2016

83.) Zimowe widoki

Nareszcie, po wielu konspiracyjnych zabiegach mój aparat jest kompletny. Czas więc na podzielenie się naszymi zimowymi widokami. To nasza pierwsza zima na swoim. Znaleźliśmy tę ziemię w lipcu i z miejsca tam zamieszkaliśmy. Co ciekawe, odkrywamy, że znacznie trudniej się zaaklimatyzować na swoim niż w miejscu, gdzie jest się czasowo, gdzie się tylko wynajmuje. Od swojego człowiek ma większe wymagania. Poza tym ten czas minął nam pod znakiem kryzysu, zwątpienia we wszystko. Miało być ,,i żyli długo i szczęśliwie", a jest codzienność, gdzie czujemy się nie w formie fizycznie, gdzie rzeczywistość często dotkliwie weryfikuje nasze ideały. Jak to zwykła powtarzać moja mama: ,,Takie sobie życie wybraliście. Sama weszłaś na trudną drogę!" I jak zwykle mama ma rację, choć prawdą też jest to, że po prostu nie widzimy dla siebie żadnej innej drogi. Kończę już z tym narzekaniem i wrzucam zdjęcia.


Nasz domek

Podwórko



Pierwsza zanotowana ofiara naszej Krużki



truskaweczka

Po wiejsku, galeria ziółek 2015;)

Ogrodowe szaleństwo, grządki okrągłe

Zadanie, znajdź podwyższone grządki

Dobra perspektywa, okiem z kompostu

Grab i sosenka w dwóch odsłonach: na jesiennie

na zimowo

Droga do wielkiego świata

Studnia - uwierzycie - ponad 50 metrów glębokości




Fenomen z naszej działki, dąb w objęciach miłosnych z brzozą


U nas też jest niebieska kula rodem z Anastazji:)


Kuchnia kaflowa - marzenie każdej gospodyni

Można mieć aneks kuchenny w pokoju, dlaczego nie aneks łazienkowy w kuchni?

Nasza rakieta, zima z tym piecem to przyjemność

Unieruchomiony samochód, kluczyki zostały zgubione. Wszechświat nam mówi żeby stąd nie wyjeżdżać

poniedziałek, 11 stycznia 2016

82.) Zerwałam jabłko z drzewa

Jest mi trudno i trochę się pogubiłam. Ostatnio miałam sen, który chyba mówi o tym wszystko. Byłam w jakichś podziemiach okutanych rurami, w korytarzach jakby szpitalnych, sprawiających bardzo ponure wrażenie, sztucznych od białego światła jarzeniówek. I nagle załączyła mi się świadomość, że to sen, że mogę robić w nim wszystko: latać, tańczyć. Zaczęłam się wznosić, ale patrząc na ponury podziemny korytarz, zrezygnowałam, najzwyczajniej w świecie nie chciałam, byłam w złym nastroju i jak to w snach, kiedy to spełnia się wszystko, to co się pomyśli, straciłam świadomość śnienia.
Doskonale oddaje to przepaść, z której próbuję się wydostać. Na tyle weszłam w różnego rodzaju wiedzę, że zaczęłam krytykować rzeczywistość. Dałam się złapać w pułapkę tego, że wiem, co jest dobre, a co złe. Zerwałam jabłko z drzewa. I patrząc na rzeczywistość, odrzucam ją. Kieruje mną osąd, krytyka innych ludzi, siebie, otoczenia, świata. 
Nie chcę wiedzieć więcej, nie chcę więcej odczuwać, chcę po prostu patrzeć nieosądzającym wzrokiem. Wiem, czego mi zabrakło, w całym moim dążeniu do rozwoju siebie - zabrakło mi miłości. Tylko ona rozpuszcza to wszystko, co rozumowo nas odrzuca.
Jak wyjść z tego ponurego, podziemnego korytarza - nie wiem, postanowiłam chociaż kilka minut dziennie obserwować świat absolutnie bezmyślnie, oczami zakochanego idioty.

niedziela, 10 stycznia 2016

81.) Przywracanie ustawień fabrycznych - wolność

Ostatnio miałam zajawkę dotyczącą przywracania ustawień fabrycznych. Miał to być cykl moich przemyśleń dotyczących naszych nawyków, planowałam pisać o oddychaniu, postawie i sylwetce, o tym, jak jemy (nie co, ale jak). Jak to jednak bywa, a mnie się to zdarza notorycznie, wyrastam ze swoich zamierzeń i szybko tracą one sens. Pisałam o oddychaniu przekonana, że jest to coś, co robimy najczęściej, co ma największe znaczenie dla naszego zdrowia i życia. Myliłam się jednak. To nie jest najważniejsze, ponieważ jest coś, co robimy znacznie częściej niż oddychanie i jest to rzecz stanowiąca nas i największy dar od Naszego Stwórcy. A mianowicie wybór. Wolność. Niezależnie od tego, co się w naszym życiu dzieje, do czego byśmy nie byli zmuszeni, my sami jesteśmy esencją wolności, inaczej to wszystko nie ma sensu i jesteśmy tylko biologicznymi maszynami. Ta nasza cząsteczka nieustannie znosi nasze przyzwyczajenia, nawyki, uzależnienia, uwarunkowania. Ona buntuje się kiedy ulegamy komuś lub czemuś i obciążona powinnością ledwo dyszy, gdy zmuszamy i zabieramy wolność innym.

UZALEŻNIENIA
Znam więcej uzależnień niż przejawów wolności. Uzależniać może nas wszystko: 
1. Ludzie: np. rodzina poczuciem powinności, przyjaciele przywilejem przynależności do grupy i tak naprawdę każdy inny człowiek, świadomie lub nie używając siły lub udzielając pomocy.
2. Rzeczy. Pieniądze, ziemia, praca, zwierzęta, czasami po prostu potrzeba, aby ktoś Cię gdzieś podwiózł
3. Nastroje. Chęć bycia w dobrym nastroju Czyż to nie jest główną przyczyną dogłębnie analizowanych uzależnień i powszechnie znanych nałogów: alkohol, seks, narkotyki, telewizja, Internet, hazard, jedzenie itp. Do tej kategorii pasuje też uzależnienie od pomocy, którą udziela się innym, aby okazać swoją wspaniałomyślność. Nic przecież tak nie poprawia nastroju jak czynienie dobra, a im żałośniejszy obiekt uda nam się wybrać tym satysfakcja jest większa.
4. Nawyki. Jesteśmy uzależnieni od swoich codziennych rytuałów i drobnych czynności, np. od  okularów, oddychania buzią, garbienia się, wygody, mycia zębów...
5. Uzależnianie. Uzależnianie od siebie ludzi, którym się kocha też jest uzależnieniem. Doskonale spraktykowana rzecz przez rodziców i dzieci, ale nie tylko, dotyczy wszystkich. I to niesamowite uczucie, że jest się potrzebnym...
6. Idee. Nic tak nie uzależnia całych narodów jak ideologia. Jakakolwiek, byle chwytliwa. Nic tak nie uzależnia nas jak idee nam wpajane lub przez nas samych wymyślone. Społeczeństwo osiągnęło w tym pełen profesjonalizm poprzez ustanowienie obyczajowego kodeksu postępowania. Wiemy przecież co jest dobre, a co złe. Wszystko, co inne, jest złe.
7. Sami siebie. Sami na to wszystko pozwalamy, świadomie lub nie dążymy do dominacji lub podporządkowania się, co jest jednym i tym samym - utratą wolności.  


Jestem anonimowym uzależnionym od mnóstwa rzeczy, zjawisk, ludzi, idei i samego uzależniania. I może to kolejne uzależnienie, nie wiem, na ile jestem przywiązana do tej myśli, ale wierzę w wolność. WOLNOŚĆ, która jest kluczem do nowego świata, opartego na miłości, różnorodności, obfitości i rozwoju każdego człowieka wg jego wolnej woli. Czego wszystkim życzę. 

 Mama podarowała mi dzisiaj kartkę z pięknym wierszem:

List do syna

Rudyard Kipling

      Jeżeli zdołasz zachować spokój,
      chociażby wszyscy go stracili, ciebie oskarżając;
        Jeżeli nadal masz nadzieję, chociażby wszyscy o Tobie zwątpili,
        licząc się jednak z ich zastrzeżeniem;
      Jeżeli umiesz czekać bez zmęczenia,
      jeżeli na obelgi nie reagujesz obelgami,
      jeżeli nie odpłacasz na nienawiść nienawiścią,
      nie udając jednakże mędrca i świętego;
        Jeżeli marząc - nie ulegasz marzeniom;
        Jeżeli rozumując - rozumowania nie czynisz celem;
      Jeżeli umiesz przyjąć sukces i porażkę,
      traktując jednakowo oba te złudzenia,
        Jeżeli ścierpisz wypaczenie prawdy przez Ciebie głoszonej,
        kiedy krętacze czynią z niej zasadzkę, by wydrwić naiwnych
        albo zaakceptujesz ruinę tego, co było treścią twego życia,
        kiedy pokornie zaczniesz odbudowę zużytymi już narzędziami;
      Jeśli potrafisz na jednej szali położyć wszystkie twe sukcesy
      i potrafisz zaryzykować, stawiając wszystko na jedną kartę,
      jeśli potrafisz przegrać i zacząć wszystko od początku, bez słowa,
      nie żaląc się, że przegrałeś;
        Jeżeli umiesz zmusić serce, nerwy, siły, by nie zawiodły,
        choćbyś od dawna czuł ich wyczerpanie,
        byleby wytrwać, gdy poza wolą nic już nie mówi o wytrwaniu;
      Jeżeli umiesz rozmawiać z nieuczciwymi, nie tracąc uczciwości
      lub spacerować z królem w sposób naturalny,
        Jeżeli nie mogą Cię zranić nieprzyjaciele ani serdeczni przyjaciele;
        Jeżeli cenisz wszystkich ludzi, nikogo nie przeceniając;
      Jeżeli potrafisz spożytkować każdą minutę,
      nadając wartość każdej przemijającej chwili;Twoja jest ziemia i wszystko, co na niej
      i co - najważniejsze - synu mój - będziesz Człowiekiem.

czwartek, 7 stycznia 2016

80.) EKONOMIA, POLITYKA, OBRAZY i MIŁOŚĆ

Nie sądziłam, że zainteresuję się ekonomią, zwłaszcza, że na studiach był to jeden z najbardziej stresujących przedmiotów - pierwszy egzamin, który oblałam. Ostatnio jednak poczułam nim żywe zainteresowanie w obliczu ciągłych pytań - z czego mamy zamiar żyć. Mam również pewien finansowy problem, z którym muszę się zmierzyć. Więc szukam. Choć prawdę powiedziawszy współczesnych prawił ekonomii nie jestem w stanie zrozumieć. A właściwie to zrozumieniu wymyka mi się wciąż to, co wg współczesnej ekonomii jest efektywne, a wg mnie jest po prostu zakamuflowanym niewolnictwem. I prawdę powiedziawszy przeglądając moją książkę ze studiów, bliżej niż do współczesnych ekonomistów jest mi do Tołstoja i Lewina z Anny Kareniny, który próbował rozwiązać problem chłopstwa w swoim gospodarstwie, które choć przynosiło mu ogromny dochód, nie sprawiało mu radości, bo wszystko działo się cudzym kosztem. Skala mojego problemu jest na szczęście taka, że dotyczy tylko mnie, a nie jak w przypadku Lewina kilkudziesięciu rodzin chłopskich, ale problem jest podobny. Żyć zgodnie ze swoimi zasadami, z czystym sumieniem, pracować z pasją nie marnotrawiąc zasobów (ludzkich, ziemskich, kapitału i swojej pracy), szanując swoje ciało i życie, przy tym mieć możliwość zaspokojenia swoich potrzeb.

WSPÓŁCZESNA EKONOMIA
Mówi się, że obecnie mamy do czynienia z gospodarką mieszaną z przewagą gospodarki rynkowej, a nie nakazowej. Nijak jednak, obserwując to, co się dzieje nie jestem w stanie się z tym zgodzić. Bo jak w ogóle rynek może mieć jakikolwiek wpływ na popyt i podaż w obliczu np. dopłat UE dla rolnika? Jak to możliwe, że pszenica jest coraz tańsza, a jej produkcja przekracza cenę jej sprzedaży. I jak to jest możliwe, że rolnikowi opłaca się produkować mleko, skoro kosztuje ono 1,50 zł za litr w Biedronce? Jak to możliwe, że rolnik posiadający wielkie gospodarstwo, kilkadziesiąt mlecznych krów kupuje mleko w sklepie? Gdyby istniał wolny rynek cena mleka byłaby znacznie wyższa, a rolnicy nie otrzymywaliby rekompensaty za sprzedaż swoich produktów poniżej wartości ich produkcji.

KOSZT ALTERNATYWNY
Nie mogę pogodzić się również z kosztem alternatywnym pracy prawie każdego pracującego człowieka. Obecnie praca wymaga od nas kilku lat teoretycznego przygotowania (praca w zawodzie), zabiera najpiękniejsze godziny dnia. Wygląda też na to, że to my jesteśmy dla pracy, a nie praca jest dla nas...

 * * *
Zaczęłam pisać ten post ładnych kilka tygodni temu. Nie udało mi się go skończyć, a w międzyczasie przyszło wiele pomysłów na rozwiązanie mojego problemu finansowego, pojawiły się nowe perspektywy i już nie mogę dopisać tego artykułu tak, jak miałam pierwotnie w zamiarze. Równocześnie zagubiłam się też w tym, co właściwie, a co nie. Poczułam, że bezsensownie krytykowałam UE i cały nasz system. I tak w tym wszystkim jestem. Poza tym zdałam sobie sprawę, że wszystko jest zależne od naszej mentalności, bo to człowiek rządzi rzeczywistością - czym byłyby polityczne partie bez poparcia, kościoły bez wiernych, media bez odbiorców, rządy i parlamenty bez posłuchu. Nie ma silnego państwa, jeżeli jego mieszkańcy w nie nie wierzą, jeżeli nie kochają jego przywódcy. Zachowujemy się jak skazani na śmierć w obozach koncentracyjnych. Idziemy ślepo, nieświadomi tego, że jesteśmy potęgą, że nie musimy się na to wszystko godzić. Sami możemy tworzyć obrazy, umacniać je i wprowadzać je w życie. 
Wczoraj znajomy wypowiedział się na temat UE tak: cieszę się, że jestem w unii. To jest proste, zobacz jak żyją ludzie na wsi, zobacz jak ludzie żyli 10 lat temu, a jak żyją teraz. 
I wtedy zdałam sobie sprawę z tego, że to nie UE, to zmiana mentalności ludzi. UE jest tylko instrumentem zmiany mentalności ludzkiej. 
Promowane hasła rozwoju gospodarczego, innowacji, wspólnoty gospodarczej państw podnoszone i rozpowszechniane przez media to wabiki, aby ludzie podjęli działania w konkretnych dziedzinach i to my ludzie stworzyliśmy nowe standardy swojego życia, gdzie w każdym domu jest telewizor i komputer z Internetem.
Obrazy państw, społeczeństw, narodów i ponadnarodowych sojuszy mają taki sam kolor - ekonomiczny, który dotyczy poprawy warunków naszego życia rozumianych jako możliwość pracy, możliwość kupienia, czego się chce w sklepie, dostęp do rozrywki i edukacji itd.

Mój obraz szczęśliwego, pełnego życia jest po prostu inny. Ekonomia się w nim zawiera, ale to nie ona jest podstawą i tłem mojego obrazu. Na pierwszym miejscu jest za to obcowanie z Bogiem poprzez przyrodę, następnie z Nim współdziałanie i tworzenie żywego domu na ziemi, stworzenie szczęśliwej rodziny, w której na stałe mieszka miłość. Odżywianie się tym, co z miłości dla nas wyrosło, praca tylko nad tym, co jest naszą pasją,  przebywanie w przestrzeni, która nas kocha, spędzanie swojego cennego czasu z ukochanymi ludźmi (nie tylko wieczorami i w weekendy, ale non stop), świat, w którym nie ma muszę, bo mam kredyt do spłacenia.

Doprowadza mnie to wszystko do tego, że już wiem, czego mi brakuje we wszystkich ideologiach państwowych, systemach politycznych i społecznych - MIŁOŚCI. Miłości, którą włożyło się do folderu ,,osobiste" i nie poświęca się jej społecznej i politycznej uwagi, równocześnie tak organizując życie społeczeństwa, aby nie było na nią czasu, ani możliwości.

Brzmi idealistycznie? Ale czy nie tak samo brzmią hasła państwowe próbujące kształtować naszą mentalność? I dlaczego mamy się godzić na brak Miłości, dlaczego mamy o Niej tylko słuchać w smutnych balladach, dlaczego nie pozwalamy sobie żyć Nią na co dzień?

czwartek, 31 grudnia 2015

79.) Ustawienia fabryczne - ODDYCHANIE



,,Paradoksy buty-tu biała plama to nie brud…” Lech Janerka
Fascynuje mnie moja własna podatność na paradoksy. Bo to wygląda tak – człowiek stara się żyć zdrowo – zdrowo jeść, dużo spać, ćwiczyć, cieszyć się życiem, przebywać na świeżym powietrzu, hartować i w ogóle. W dodatku dużo na to poświęca czasu i dużo wysiłku. A to wszystko jest prostsze i bardziej intuicyjne niż mi się kiedykolwiek wydawało. Brzmi jak całkiem dobra reklama produktu za min. 1000 zł, jest to jednak tylko ostatnie moje odkrycie i to musze przyznać niezbyt  błyskotliwe jak na wieloletnie zaangażowanie w zdrowy styl życia.  Bądź co bądź szczere, więc się podzielę. A sprawa dotyczy nawyków.
Wciąż się mówi o jedzeniu, uprawianiu sportu - powszechnie wiadomo to wartościowa rzecz, ale jest kilka spraw ważniejszych, bo wykonujemy je 24 godziny na dobę i to w jaki sposób to robimy ma wpływ na nasze zdrowie i długość życia. Dziś pierwszy i najważniejszy nawyk z cyklu paradoksów bytu-tu, a mianowicie - ODDYCHANIE

ODDYCHANIE
Największy wpływ mają na nas te rzeczy, które wykonujemy najczęściej. Cykl wdychania i wydychania powietrza powtarza się ok. 20 tys. razy na dobę, 12-14 razy na minutę. Prawdę powiedziawszy trudno jest mi wyobrazić sobie czynność, którą wykonywalibyśmy częściej. I dlatego z prawie całą pewnością stwierdzam, że jest to proces, który ma największy wpływ na nasze życie (małą niepewność zostawię dla cudów istnienia, miłości itp.). A ja prawdę powiedziawszy poza tym, że słyszałam, że mi polecano, że nawet próbowałam ćwiczeń oddechu, nie za bardzo przyjmowałam to do wiadomości.  Zresztą ćwiczenia oddechowe  to dla mnie nuda nad nudy.
Na pierwszej lepszej stronie o technikach oddychania przeczytałam, że oddychanie to nie taka prosta sprawa, że prawidłowo oddychają dzieci do lat 3-4, a potem czeka nas nauka oddychania, która wcale nie jest prosta.  Absolutnie nie mogę się z tym zgodzić, przecież coś, co jest intuicyjne, z czym każdy człowiek się rodzi nie może być aż tak trudne to raz, ponadto po co uczyć się czegoś, co jest w naszych ustawieniach fabrycznych.  Nie lepiej po prostu przywrócić ustawienia fabryczne?
I tak ostatnio zaczęłam w końcu używać organu, który służy do oddychania – a mianowicie nosa. Może śmiesznie to brzmi, ale ładnych parę lat go nie używałam. Owocowało to tym, że mój nos był zaczerwieniony i bardzo często zimny, miałam problemy z zatokami, aż w końcu, co wpieniło mnie do reszty pojawiła się tajemnicza wydzielina cięgiem schodząca z migdałków do gardła. Musiałam co minutę odpluwać gęstszą od śliny, białą flegmę. I błogosławię ten cud natury – flegmę, bo doprowadziła mnie ona do uświadomienia sobie tego, że odkąd pamiętam oddychałam nieprawidłowo.
Czytałam sobie ostatnio na forach o tajemniczej wydzielinie i przeżyłam szok jak wiele osób ma z tym problem i czego tylko ludzie nie robili, żeby się tego pozbyć. Wizyty u laryngologów, rezonanse, wymazy z gardła, kuracje antypasożytnicze i antygrzybiczne… I nikt, absolutnie nikt nie znalazł  na to sposobu ani przyczyny tego zjawiska. Zaczęłam analizować te przypadki, wielu ludzi opisywało problemy z zatokami, częste anginy w dzieciństwie, częste przebyte kuracje antybiotykowe, operacje przegrody nosa. Próbowałam znaleźć wspólny czynnik tych przyczyn i w końcu mnie olśniło  – jest to związane z oddychaniem przez usta.  Mogę z czystym sumieniem powiedzieć, że nie pamiętam, kiedy używałam nosa, bo nawet z dzieciństwa mam obrazki, że spałam z otwartą buzią i śliniłam poduszkę.
I rozumiem już teraz dlaczego spotkała mnie moja 2 –letnia przygoda z flegmą. Gdy oddychamy przez usta nie tylko się nie dotleniamy, gdyż taki oddech nie pozwala nam wpuścić powietrza do przepony, ale również zmieniamy środowisko naturalne naszych organów. A mianowicie nasze migdałki, krtań, gardło i przełyk są osuszone powietrzem, które wdychamy i to powoduje ich niedomaganie. Nie jest to dla nich naturalne.
Zatoki czyli jak mi się nasunęło – nasze ,,piwnice” przy oddychaniu ustami nie są wentylowane, co powoduje nadmierną wilgotność, zastój flegmy i doskonałe siedlisko bakterii i grzybów. Tak samo jest z naszą piwnicą, której nie wietrzymy – staje się wilgotna i wszystko w niej gnije.
Nieużywany nos nam marznie i robi się czerwony. A jest on przecież stworzony do wdychania. (chyba poświęcę mu jakiś podniosły wiersz) Ogrzewa powietrze i włoskami je filtruje.
Nie trudziłabym się pisaniem, gdyby nie to, ze od kilku dni oddycham przez nos, śpię również z zamkniętą buzią i widzę tego efekty. Wydzielina znika! Wyobraźcie sobie – całe lata wkurzania się na wstrętną flegmę, wizyty u laryngologów, płukanki, wszystko bez rezultatu,  a tu kilka dni i jest jej z dnia na dzień coraz mniej.

A na koniec moja technika oddychania:
Po prostu wciągam powietrze nosem i rozkoszuję się nim tak jak mi się podoba. Proste, prawda?
Ciąg dalszy nastąpi… To oddychanie zainspirowało mnie w przywracaniu ustawień fabrycznych.

piątek, 4 grudnia 2015

78.) Tołstoj

Nie ma na świecie pisarza bliższego mi światopoglądem niż Lew Tołstoj (no chyba, że Radek zostanie pisarzem). Czytając jego książki zastanawiam się jak to jest - żył w XIX/XX wieku, a myślał tak podobnie. Pochodził z arystokratycznej rodziny, studiował orientalistykę i prawo, ale studia po trzech latach porzucił. Młodość miał dosyć burzliwą - uprawiał hazard, zaciągnął się do wojska i dwa lata służył na Kaukazie. Już wtedy pisał i był uznawany za przedstawiciela nowego pokolenia literackiego. Ustabilizował się po 30, ożenił, żył w majątku, gdzie się urodził - w Jasnej Polanie. To tam powstały jego złote dzieła - Anna Karenina i Wojna i pokój.

Był zafascynowany chłopstwem. Nie tak jednak jak przeciętny arystokrata, który ceni wiejską kulturę, ale żyje w swoim świecie. Tołstoj realnie widział wartość ,,narodu"  i jego przywary. Widział pijaństwo, opieszałość i często nieporadność chłopa. Nic jednak tak bardzo nie rozpalało jego wyobraźni jak szczere, bezpośrednie i pracowite życie prostych mieszkańców wsi. Tu widział niezmąconą porządkiem społecznym, obowiązkiem, fałszem, obłudą i tym, co wypada a co nie, rzeczywistość i prawdziwe człowieczeństwo. W pewien sposób chciał należeć do tego świata - ubierał się jak chłop i jak chłop pracował. W pewnym sensie tu tkwi jego tragedia - nie był rozumiany ani przez warstwę społeczną, z której pochodził, ani przez chłopów.

Odrzucał wszelkiego typu instytucje: kościół i państwo, przez co jego pisma były blokowane przez państwowe instytucje, a on sam ekskomunikowany z Cerkwi. Pod koniec życia wyrzekł się nawet swojego majątku, pragnąc rozdzielić ziemię chłopom, poprzez co popadł w konflikt z rodziną. Sprzeciwiał się pośrednictwu. Szlacheckie życie wydawało mu się owiane woalem obłudy, gdzie społeczny obyczaj nie pozwala człowiekowi być sobą, co prowadzi zawsze do osobistej tragedii.
Przedkładał uczucie, patrzenie sercem, gorący żywioł dziecięcego natchnienia nad chłodny, przemyślany osąd, logikę prawa i władzę instytucji. I to właśnie w chłopstwie bardziej niż w swojej klasie społecznej dostrzegał tę iskierkę duszy, błysk w oku, bezpośredni kontakt z przyrodą i Bogiem.

Był twórcą idei, która zawładnęła wieloma sercami i stała się podwaliną ruchów pacyfistycznych XX w., która zainspirowała Gandhiego i Martina Luthera Kinga, a mianowicie - nieprzeciwstawianie się złu przemocą, nieużywanie siły. W jego wizji świata zmiana społeczna prowadząca w dobrym kierunku może się zrealizować tylko poprzez indywidualne dążenie jednostki, a nie zryw dowodzony przez kogokolwiek. Przecież każda próba narzucenia czegokolwiek drugiemu człowiekowi jest pośrednictwem, nie pozwala człowiekowi realizować się bezpośrednio.

Badał, znał i kochał Ewangelię jako bezpośrednie źródło, zbiór zasad, jedyny uznawany przez niego kodeks prawa, który nie mógł podlegać jakimkolwiek instytucjom, religiom, wyznaniom, a wpisywać się bezpośrednio w serce odczuwającego Ewangelię człowieka.

Był wegetarianinem. O jego wegetarianizmie wiem najmniej, nie wiem skąd konkretnie wzięła się u niego ta idea, ale mogę sobie wyobrazić, że wrażliwość i świadomość naturalnie doprowadzają do tego każdego człowieka. W jego światopogląd wpisana była również surowość życia, abstynencja, unikanie używek, alkoholu.

Bardzo dla mnie intrygujący pogląd miał jeżeli chodzi o dzieci. Sprzeciwiał się karmieniu dzieci przez mamki, propagując bezpośrednie karmienie piersią przez matkę (w jego czasach na dworach szlacheckich bywało to czymś nie do pomyślenia), w jego opinii w stosunku do dzieci najważniejsza jest szczerość, bo dzieci najlepiej wyczuwają wszelkiego rodzaju obłudę. Był zwolennikiem edukacji domowej. Propagował jednak edukację chłopów i zakładał dla nich szkoły, gdzie sam był nauczycielem.

Przed śmiercią, rozczarowany tym, że nie jest w stanie do końca realizować idei, które wyznawał, w dodatku odczuwając opór rodziny dotyczący jego ,,wywrotowych" na tamte czasy poglądów, miał plan opuścić dom. Nie wiadomo, co planował, w moim odczuciu chciał doznać pustelniczego życia. Nie udało mu się to, w drodze, na stacji kolejowej Astapowo zmarł.

Będąc w Stambule miałam możliwość uczestniczenia w spotkaniu z jego rodziną, która założyła w Jasnej Polanie muzeum pisarza, która z dumą organizuje różnego typu konferencje, wystawy, literackie spotkania. Było to bardzo inspirujące spotkanie z wieloma anegdotami i zdjęciami. I pluję sobie w brodę, że tego nie opisałam. Spotkanie to przykryte zostało mnóstwem niesamowicie jaskrawych doznań mojego rocznego pobytu w Turcji i nie pamiętam prawie nic z przedstawionych rodzinnych ciekawostek, o których mówiono oprócz zielonej pałeczki. Jest to rodzinna legenda opowiedziana Lwowi przez jego starszego brata Nikolaja. Nikolaj w zabawie z dziećmi, powiedział bratu, że na zielonej pałeczce (różdżce) wyrył sekret szczęścia  i zakopał ją na skraju wąwozu. Sekret pozna ten, kto bez potknięcia przejdzie po desce, usiądzie w kącie, nie myśląc o białym niedźwiedziu i w ciągu roku nie zobaczy zająca. Tołstoj z rozrzewnieniem wspominał jak siedział w kącie i bardzo się starał, tylko w żaden sposób nie mógł nie myśleć o białym niedźwiedziu.
W końcu swojego życia wielokrotnie napominał, że chciałby zostać pochowany tam, gdzie została zakopana zielona pałeczka.
Został pochowany, zgodnie ze swoją wolą w Jasnej Polanie, czyli w miejscu, gdzie się urodził i gdzie zakopana została legendarna pałeczka. Na jego mogile nie ma pomnika, ani krzyża. Grób jest po prostu częścią naturalnego krajobrazu.



czwartek, 3 grudnia 2015

77.) NIEZAWODNY SPOSÓB NA CZARNE MYŚLI



Od lat pielęgnuję w sobie postawę optymistki. Nie zawsze jednak udaje się człowiekowi ustrzec przed czarnymi myślami i złym humorem. Już jakiś czas temu znalazłam świetny sposób na poprawę nastroju, a nawet na zmycie z siebie negatywnych myśli. I to zarówno w przenośni jak i dosłownie. Ten sposób jest banalny i daje natychmiastowy efekt. Mało tego znajduje on potwierdzenie w rosyjskich metodach na zmianę zachowania u niegrzecznych dzieci.  Dobra już nie trzymam w niepewności – chodzi mi o wiadro zimnej wody na głowę. A jeszcze lepiej - kilka wiader. U nas to było tak, że na początku było morsowanie. Jest to tak niesamowicie energetyzujące doświadczenie – polecam każdemu. Ostatnio jednak okoliczności złożyły się tak (ku naszemu wielkiemu smutkowi), że nie mamy w pobliżu większego zbiornika wodnego.  Cieszymy się jednak z tego, co mamy, bo jesteśmy u siebie, na wsi i codziennie rano możemy wyjść na podwórko z wiadrem zimnej wody i chlust. Potem kilka przysiadów i nastrój jest wyśmienity! Jeszcze większą radość sprawiają harce na śniegu, ale na taki konkretniejszy śnieg chyba jeszcze trzeba trochę poczekać. Póki co jest na plusie, choć poranek opatula zimna, wilgotna mgiełka, a drzewa już straciły liściowe wdzianka.

* * *
Wczoraj wybraliśmy się pieszo na targ. Trochę pobłądziliśmy po okolicy w drodze powrotnej i muszę powiedzieć, że jestem zachwycona. Jak tu pięknie! Leśne wąwozy niczym w fantastycznym świecie Tolkiena, pomarszczone połacie ziemi, mnogość pagórków i wyłaniające się niekiedy prawie że górskie widoki. Karmię duszę tymi widokami i tak się cieszę, wchłaniam to wszystko i niekiedy jeszcze nie dowierzam - tworzymy swoją przestrzeń - tutaj, w najpiękniejszym miejscu na świecie.