niedziela, 20 stycznia 2013

32.) Czakry cz.1

Co ciekawe ostatnio kilkakrotnie zostałam zapytana, co to właściwie są czakry. Nie jestem co prawda specjalistką w tej dziedzinie, ale chciałabym podzielić się z Wami wszystkim co wiem, tym co odkryłam. Proszę również o uzupełnienie tego posta tym, czego w nim zabrakło lub też sprostowanie, jeżeli pisze niepoprawnie. Chciałabym również przeprosić, że ostatnio zaniedbałam poniekąd informacyjną stronę tego bloga, na rzecz pamiętnika. To był dla mnie bardzo ważny czas i skupiałam się po prostu bardziej na sobie.

CZAKRA jako słowo znaczy okrąg, koło i rozumiana jest jako pole energii. Czakry sytuowane są wzdłuż kręgosłupa od jego podstawy do korony głowy. Istnieje siedem głównych czakr - czakra podstawy (korzenia), czakra sakralna, czakra słoneczna, czakra serca, czakra gardła, czakra trzeciego oka, czakra korony. Zanim jednak skupię się na analizie każdej z tych czakr chciałabym podeprzeć się dowodami naukowymi na ich istnienie, a także ich obecnością w systemach wierzeń i w religii. 

CZAKRY Z NAUKOWEGO PUNKTU WIDZENIA
W 1898 roku polak, Jakub Jodko-Narkiewicz przedstawił na ekspozycji Rosyjskiego Towarzystwa Techników serię fotografii przedstawiających elektryczne emanacje organizmów żywych, to jest zdjęcia roślin, palców dłoni, rąk otoczonych aurą. Trzydzieści lat później w 1939 roku Siemion i Walentyna Kirlianowie przedstawili serię fotografii, na których uchwycili zjawisko (efekt Kiriliana) energii wokół każdego żywego organizmu, która reaguje na symulację prądem zmiennym o wysokiej częstotliwości, i która jest możliwa do sfotografowania.
Przez lata Kirlianowie dowiedli eksperymentalnie istnienia otoczki energetycznej (nazywanej aurą, ciałem bioplazmatycznym itp.), która może zmieniać barwy zależnie od stanu zdrowotnego i psychicznego organizmów.
Fotografia Kirilianowska stała się powszechnie stosowaną metodą badawczą. Wykorzystywano ją do różnych celów w tym również do ustalenia punktów akupunkturowych, co potwierdziło prawdziwość starochińskiej teorii głoszącej, że przez ciało człowieka energia i siły życiowe płyną precyzyjnymi liniami i kanałami (meridiany, południki) na które oddziaływać można specjalnymi cienkimi igłami.
Metoda ta pozwoliła również potwierdzić istnienie linii o szczególnej aktywności energetycznej. Wereszczagin i Platkin (osobiście jeszcze nie dotarłam do ich publikacji) ustalili, że wymiana energetyczna pomiędzy człowiekiem, a otoczeniem odbywa się za pośrednictwem ,,punktów chłonnej czułostkowości", które zbieżne są z niczym innym jak właśnie czakrami.  

KOLORY CZAKR/TĘCZA
Kolory czakr zaczynając od dołu to czerwony, pomarańczowy, żółty, zielony, niebieski, indygo, fioletowy. Doznałam olśnienia, gdy czytałam o tęczy, która składa się dokładnie z takich samych kolorów w takiej samej kolejności. Tęcza to zjawisko, które powstaje poprzez rozszczepienie się światła w cząsteczkach wody. I może tutaj przeinterpretowuję, ale dla mnie wszystko połączyło się w całość. Składamy się w 80 % z wody, a więc kolory czakr są poniekąd odbiciem światła (źródła energii) rozszczepionego w naszym organizmie.

CZAKRY A SYSTEMY WIERZEŃ I RELIGIE
Celowo do tej pory nie nawiązałam do żadnej religii ani systemu wierzeń, próbując oprzeć się na tym, co zostało naukowo objaśnione, ponieważ właściwie w każdym znanym mi systemie religijnym udało mi się dopatrzeć związku z czakrami. Często czakry są utożsamiane z hinduizmem, czy też buddyzmem. Nie można jednak zaprzeczyć, że funkcjonują również w chrześcijaństwie, islamie (sufizm), a nawet w systemie wierzeń słowiańskich, czy indiańskich. Mało tego wiedzę o czakrach mamy w wyrażeniach językowych powszechnie przez nas używanych (chciałabym przedstawić je później, przy analizie poszczególnych czakr). 
Nie czuję się za bardzo kompetentna, żeby podjąć ten temat w oparciu o buddyzm, czy hinduizm, ale chętnie chciałabym przedstawić swoje rozważania/odkrycia na temat czakr dotyczące religii chrześcijańskiej oraz wierzeń słowiańskich.

CZAKRY A RELIGIA CHRZEŚCIJAŃSKA
Wiedzy na temat czakr doszukuję się między innymi w dogmacie Siedmiu Darów Ducha Świętego. Według Katechizmu Kościoła Katolickiego siedem darów Ducha Świętego zostało przekazanych ludziom, aby podtrzymywać życie moralne chrześcijan. Zostały one wymienione w księdze Izajasza 11,2-3.
A brzmią one następująco:
1.) Dar Mądrości - z mądrością utożsamiana jest czakra korony, która działająca w odpowiedni sposób wsłuchana jest w naukę wszechświata
2.) Dar Rozumu - czakra tzw. trzeciego oka, która, jest odpowiedzialna nie tylko za widzenie rzeczy jakimi są, ale również za samodzielność ,,myślenia", umiejętność władania ,,swoim własnym rozumem"
3.) Dar Rady - czakra gardła, ekspresji, umiejętność wypowiedzenia tego, co jest potrzebne
4.) Dar Męstwa - czakra serca. Dla mnie to męstwo łączone z sercem to symbolika piękna i wieloznaczna. Tak trudno jest myśleć sercem, które nie trzyma się żadnych logicznych zasad. Trzeba do tego nie lada odwagi i męstwa.
5.) Dar Umiejętności - czakra splotu słonecznego, utożsamiana z umiejętnościami, ambicjami, siłą do działania. Jeśli działa w odpowiedni sposób pomaga nam wprowadzać myśli w czyn.
6.) Dar Pobożności - czakra sakralna. Odnoszę wrażenie, że przez stulecia przez kościół źle rozumiana. Dotyczy umiejętności pozwolenia sobie na spełnienie, zadowolenie, przyjemność. Jest źródłem radości, cieszenia się, spełnienia i inspiracji. Pobożność widzę tutaj jako taką przestrogę przed tym, co dzieje się wówczas, gdy czakra sakralna jest nad-aktywna,  dominująca - kierowanie się tylko i wyłącznie przyjemnością, uzależnienia od seksu, pruderia. Gdy czakra ta jednak jest nieczynna nie umiemy cieszyć się drobnymi małymi przyjemnościami, w sferze seksu dominuje wstyd i poczucie winy itp.
7.) Dar Bojaźni Bożej - czakra podstawy, korzenia. Bojaźń Boża to ład rzeczy, podstawa. Według mnie nie jest to strach przed Bogiem, a świadomość Jego obecności, a więc zupełnie na odwrót - poczucie bezpieczeństwa.

Nawiązanie do Czakr jest obecne również w Nowym Testamencie. Wielu ludzi dopatruje się czakr w siedmiu prośbach zawartych w Modlitwie Pańskiej (Ojcze nasz...), a także w siedmiu pieczęciach w Apokalipsie.

CZAKRY A SYSTEM WIERZEŃ SŁOWIAŃSKICH
Co ciekawe w systemie wierzeń słowiańskich opartym na słowiańskich wedach występuje dziewięć czakr, w zaskakujący sposób zbieżnych z siedmioma ogólnie znanymi czakrami. Zaczynając od dołu - czakra źródła, następnie czakra zarod (tłum. rozbestwiać, wiązana prawdopodobnie z funkcjami seksualnymi, a więc czakra sakralna), czakra żołądka. Te trzy czakry stanowiły świat Nawii, a więc świat podziemny, cielesny. Czwarta czakra to czakra piersiowa (serca). Piąta - łada i szósta lela, znajdują się na ramionach. Czwarta, piąta i szósta czakra należą do świata Jawii, a więc świata rzeczywistego. Co ciekawe świat Jawii odbija się często w języku, gdy mówimy na przykład ,,prawda wyszła na jaw", ,,sen na jawie" itp. Siódma czakra to czakra ust (czakra gardła),  ósma to czakra czoła (czakra trzeciego oka). Siódma i ósma czakra stanowią świat Sławii, a więc świat poza rzeczywisty, wyższy. Ostatnią dziewiątą czakrą jest Rodnik (czakra korony), która należy do świata Prawii, czyli świata bogów.




PODSUMOWUJĄC
Według mnie czakry to po prostu pola energetyczne w naszym ciele, które mają charakter uniwersalny, nie są związane z żadną religią ani ideologią. Mogą jednak stanowić dla nas narzędzie do głębszego poznania siebie i pracy nad sobą. Nie mówię tu nawet o medytacji, mantrach i jogach, a po prostu o naszym codziennym funkcjonowaniu, postępowaniu.

Ze względu na ilość materiału, poszczególne czakry scharakteryzuję w drugim poście.

ŹRÓDŁA
Pismo Święte
Katechizm Kościoła Katolickiego
forum http://www.oobe.pl/park/index.php?showtopic=7462
http://naturalworld.ru/article_chakryi-cheloveka-u-slavyan.htm
http://www.dotykzdrowia.com/index.php?p=nauka-o-bioenergoterapii
http://zenforest.wordpress.com/2007/12/01/czakramy-poziomy-twojego-zycia/
http://treborok.wordpress.com/slowianszczyzna/tajemnice-slowianskiej-cywilizacji/
http://przebudzenie.net/temat/czakry/
wikipedia


poniedziałek, 14 stycznia 2013

31.) Ból

Bardzo boli mnie serce i dosłownie i w przenośni. Czuję się tak niedelikatna, tak niewrażliwa. Nie umiem słuchać wszechświata. Nie umiem słuchać samej siebie. I strasznie tęsknię. Tęsknię za światem który słucha bardziej niż mówi, który słyszy sam siebie, swój własny rytm, który odbiera rzeczywistość sercem. Chcę usłyszeć muzykę wszystkiego, wibrację każdej rośliny, każdego zwierzęcia. Chcę słyszeć zmienność nieba. Chcę się nauczyć tej planety i być tak delikatną, aby jej nie przeszkadzać. Chcę zniknąć ze społeczeństwa, z wszelkiego rodzaju systemów, religii, etykiet.
Chcę, żeby moje dzieci były lepsze niż ja. Chciałabym żeby zamiast siedzieć w szkole, obserwowały gwiazdy, uczyły się przyrody, śpiewały przy dźwięku szczebiotu ptaków.
Jesteśmy tacy paskudni. Eh ja po prostu czuję, czuję swój odór.

środa, 9 stycznia 2013

30.) Dziwy

Dziwy to nie dwie duże dziwki, ani zaskakujące wiadomości. Dziwy to rzeka, las, stary most. Tam zastała mnie kiedyś burza, kiedy płynęłam kajakiem i to w dodatku już nie pamiętam z kim. W ogóle pamięć płata mi figle. Na przemian jestem zachwycona i przerażona tym, że nie wiem co robiłam wczoraj, aby przypominać sobie takie rzeczy, które nic w moim życiu nie znaczyły na ten moment, a teraz odgrywają główną rolę. Tak było z inną miejscowością, co ciekawe położoną blisko Dziw. 
Ma się czasami takie miejsca, do których chce się wracać, z którymi coś nas w dziwny sposób łączy. Ma się tam rodzinę, jest tam piękny las, który nas urzeka, jest tam to coś. W moim przypadku były to konie. Przyjeżdżałam tam do księdza, aby pojeździć konno. Jak zdałam sobie sprawę później stamtąd pochodzi mój dziadek. To znaczy nie z plebanii, a z tej miejscowości, choć kto tam wie.
Pamiętam tę miejscowość jak dziś, pamiętam: galop, las, gonitwa za jeleniami i łzy. Pewno byłyby to łzy wzruszenia, gdybym w takim tempie zdołała się wzruszyć.
Księdza przenieśli, ksiądz zabrał konie, a ja miałam na głowie wybryk systemu edukacji czyli maturę. Zresztą nie pamiętam co się wtedy działo. Moja pamięć działa wybitnie wybiórczo. Pamiętam jednak jak dziś, że studiując na pierwszym roku stosunki międzynarodowe zapragnęłam studiować rosyjski. Zapisałam się na studia, a w wakacje ruszyłam do Rosji. Bezbłędna była mina rodziców, kiedy im oznajmiłam, że jadę. Sama. Bez znajomości ani jednego słowa w tym języku. Oczywiście to ostatnie zdanie jest znacznie przesadzone. Lubię czasami ubarwiać. Jak będąc Polakiem można nie znać ani jednego słowa po rosyjsku. 
Chciałam jednak przez to zdanie dodać sobie animuszu. Wszak pojechałam tam sama i w ogóle sam fakt tego, że tam pojechałam. Właśnie, dlaczego się tam wybrałam?
No a potem studia, nauka rosyjskiego. Wspominam te lata z rozbawieniem jak bardzo byłam pilną i ambitną uczennicą. Od podstawówki mi się tak nie zdarzało. No może od gimnazjum. 
Pamiętam, że w tym czasie miałam pomysł na książkę, może tak w ogóle powinnam pisać książki. To miało być science fiction o ludziach, którzy stracili umiejętność mówienia w innych językach niż chiński i angielski za sprawą nowoczesnej broni wysyłającej wibracje działające na odpowiednie obszary w mózgu. Niemniej jednak rodzili się czasami ludzie z umiejętnością mówienia po hiszpańsku, czy po rosyjsku. No i właśnie grupka ludzi, których chciałam tam opisać miałaby mieć umiejętność mówienia po rosyjsku, mieli mieć straszne rozterki wewnętrzne i czuć się osamotnieni, aż do momentu kiedy los (a raczej moja dobra wola i natchnienie) nie połączyłby ich i nie sprowadził, oczywistym jest, że na Syberię. W krainę moich marzeń, która jako jedyna, tak rozległa i niedostępna oparła się industrializacji, urbanizacji i wszelkiemu innemu złu. Zbieżność z avatarem jest bardzo przypadkowa.
Wiedziona jednak innym uczuciem pojechałam do Turcji. Teoretycznie, żeby uczyć się rosyjskiego, praktycznie - nie mam zielonego pojęcia, wszak Turcja nauce rosyjskiego nie za bardzo służy. 
Tu jednak uwierzyłam, że wszystko co pamiętam, i choć pamiętam nie wiele, ma jakiś sens dla mojego życia. 
I tu przypomniałam sobie tę miejscowość niedaleko Dziw, którą tak się zafascynowałam, w której urodził się mój dziad. A nazywa się ona, dlaczego mnie to nie dziwi Syberia. 
Także Syberio poczekaj na mnie jeszcze trochę. Przyjadę najszybciej jak się da.

sobota, 24 listopada 2012

29.) WEGETARIANIN=MIĘSOŻERCA

Chciałabym podzielić się z Wami moim dosyć kontrowersyjnym poglądem na jedzenie, a właściwie na wegetarianizm. 
Czy jest coś złego w jedzeniu mięsa? Jako wegetarianka powinnam odpowiedzieć jest, bo zwierzęta czują. Jako Agata mówię jednak nie wiem.
Każdy wegetarianin jest atakowany stwierdzeniem: ,,ale przecież rośliny też czują!". I odpowiedź wegetarianina (jeżeli jest na etapie, że w ogóle odpowiada na to pytanie i wciąż ma zwolenników jedzenia mięsa jako znajomych) zazwyczaj brzmi, że przecież trzeba coś jeść. Jako Agata jednak znalazłam odpowiedź - oczywiście, że czują. 
Jako mięsożercy i wegetarianie jesteśmy więc tacy sami, zjadamy to co żyje i czuje, aby odżywić nasz organizm.
I jakim prawem oceniamy kto (co) w hierarchii żywych istot jest wyżej - zwierzęta czy rośliny. Z pewnością nie doceniamy roślin, które zawierają w sobie wiele z mądrości świata. 

Kilka dni po dojściu do tego wniosku i zaakceptowaniu go doznałam olśnienia. Wszak rozwiązanie całej tej sytuacji dla mojego życia było tak blisko. Nie zabijać, a transformować.
I znalazłam odpowiedź dla mojego życia. Świadomie powtórzyłam stwierdzenie ,,dla mojego życia", aby podkreślić, że jest to prawdziwe dla mnie. Dla innych być nie musi.
Nie będę jeść mięsa (nie chcę zabijać zwierząt), nie będę jeść gotowanych produktów (nie chcę zabijać roślin). Będę jeść surowo, z modlitwą na ustach w podziękowaniu za możliwość transformacji tej rośliny we mnie. I nawet jeśli nie będę jeść surowo i nawet jeśli będę jeść mięso chcę, aby to wszystko, co jem w przepiękny sposób się przemieniało we mnie z jak największą korzyścią dla wszystkich.

PS Tak dodatkowo skoro już jestem przy jedzeniu chciałabym powiedzieć, że bardzo mnie ostatnio męczy ten temat, gdyż przez okres mojej rocznej przygody z jedzeniem zaobserwowałam, że są ludzie, którzy zatrzymali się na tym etapie. Całymi latami mówią tylko i wyłącznie o tym. Ja tak nie chcę. Życie to nie jedzenie. Jedzenie to narzędzie dla naszego ciała. To wszystko. Poprzez jedzenie możemy zmienić nasze życie, ponieważ nasze ciało staje się silniejsze, zaczyna rozmawiać z nami głośniej, to świetny początek, aby zacząć słuchać siebie, odkryć siebie, pokochać siebie i zacząć realizować się w sposób doskonalszy, nie tylko fizyczny, ale intelektualny, psychiczny, duchowy itp. Właśnie jedzenie było czynnikiem, dzięki któremu doszłam do mojej ,,tureckiej rewolucji". Ale nie zmienia to faktu, że to narzędzie. Znam mnóstwo ludzi, którzy swoją spirytualną drogę odkryli inaczej - poprzez medytację, sztukę, muzykę, poprzez cierpienie jakiego doświadczyli w życiu, poprzez dobre kierownictwo, poprzez religię itp. i wciąż jedzą mięso. I nie mnie nikogo oceniać.
Jedzenie nie może być więc kategorią klasyfikacji na istoty wrażliwe i wrażliwsze. Czy w ogóle istnieje jakaś kategoria wg której mamy prawo oceniać?

niedziela, 4 listopada 2012

28.) Turcja, miłość i wielkie zmiany

Jechałam do Turcji z zamiarem oderwania się od tego, co działo się w mojej rodzinie, odpoczynku od ciągłego biegania między instytutami, od pośpiechu. Chciałam przeżyć przygodę, poznać nową kulturę, znaleźć się w kraju muzułmańskim, to wszak bardzo egzotyczne. Poza tym klimat. Kusiło mnie słońce, pyszna kuchnia, słoneczne owoce.
Nie spodziewałam się jednak, że tak wiele się zmieni. Nie spodziewałam się, że przeżyję punkt zwrotny w moim życiu.
Ale od początku. Przeżyć przygodę nie było trudno. Zwłaszcza, że jechaliśmy autostopem, zahaczając o wiele krajów. Oderwanie się od rzeczywistości przyszło równie naturalnie. Poznanie nowej kultury to też była kwestia czasu. Pogoda nie zawiodła, podobnie zresztą jak i kuchnia. Miałam okazję podróżować po Turcji, poznać rajskie widoki południa i Morza Śródziemnego, zobaczyć miejsca nie dostępne dla przeciętnego turysty, przez miesiąc żyć w przepięknej nieturystycznej dolinie, otoczona naturą. Miałam okazję poznać ludzi, którzy wprowadzili mnie w świat starożytnych cywilizacji tych terenów, a ponadto miałam okazję przeżyć w Turcji Ramadan i dwa Bayramy, czyli najważniejsze muzułmańskie święta.
To jednak, czego doświadczyłam nie mieści się w słowach i jest poza zasięgiem wzroku. Pewnego pięknego dnia w Kabak (mała nadmorska miejscowość niedaleko Fethiye) pokochałam siebie z taką gwałtownością, że leżąc na plaży dotykałam każdego miejsca na moim ciele i mówiłam do siebie czułe słowa. Od tego dnia wszystko zaczęło się zmieniać. WSZYSTKO!
Każdy dzień staje się niesamowitą, niekończącą się przygodą. Zniknął strach, zaczęłam robić rzeczy, które zawsze chciałam zrobić, a na które nigdy bym się nie zdobyła. Moje marzenia, nawet te, o których zapomniałam, takie czasami głupie, z dzieciństwa zaczęły się spełniać.
Byłam w pułapce, bo myślałam, że to takie egoistyczne. Kochać siebie. Myślałam tak aż do momentu kiedy pokochałam siebie i zrozumiałam, że dzięki temu kocham bardziej innych. Zaczęłam się zakochiwać w każdej osobie, którą spotykam. Kocham. Mało tego, dopiero wtedy zaczęłam czuć, że inni mnie kochają i to jak bardzo mnie kochają.
Jestem wspaniałą istotą.
To doprowadziło mnie do momentu, że zaczęłam akceptować każde wydarzenie w moim życiu. Wszystko jest przecież dla mnie lekcją. I nie ważne, czy to dobre doświadczenie, czy złe, przez sam fakt tego, że to się wydarzyło, jest to najwspanialszą rzeczą jaka mogła mnie spotkać.
Wiele zranień mojego serca ujawniło się i wiele z nich się zagoiło, zostawiając piękną bliznę zdobytego szczytu. Wiele zranień wciąż się pojawia i miłość je leczy.
Ponadto zrozumiałam, że jestem istotą wolną. Nie mogę zdefiniować swojej istoty poprzez bycie córką moich rodziców, siostrą mojej siostry, czy dziewczyną mojego chłopaka. Nie mogę być zidentyfikowana poprzez relacje. Jestem kimś więcej.
To uczyniło mnie wolną. Nie tylko w podejmowaniu decyzji. To uczyniło mnie wolną od bycia zranioną. Bo nikt inny poza mną tak naprawdę nie jest w stanie mnie zranić.
Od tamtej pory nie ma w moim życiu dnia, który nie byłby dla mnie najlepszym,bo wszystko to co mam to moment. Ten moment. TU i TERAZ.
To uczyniło mnie też wolną od ideologii, religii i słów.
I od tamtej chwili zaczęły dziać się niesamowite rzeczy. Takie zbiegi okoliczności każdego dnia, które ludzką miarą nie powinny się zdarzyć, a właściwie się dziać. Magia życia!

I każdy myśli, że ja jestem cały czas na haju, że coś biorę, albo że wylądowałam w jakiejś sekcie. W sumie to wiedzą, że zawsze byłam szalona, że zawsze kipiałam optymizmem, ale to co się teraz ze mną dzieje to po prostu przechodzi ich pojęcie. I może to wielu zaskoczy, ale jestem kompletnie trzeźwa, choć upojona życiem. I tak bardzo chcę żyć. 

wtorek, 14 sierpnia 2012

27.) droga do Turcji

Odczuwam ogromną potrzebę pisania. Tyle ostatnio się dzieje. Chciałabym to tu zamknąć, wszystkie te wydarzenia spisać, aby zawsze o nich pamiętać.
Przede wszystkim ostatni czas to niekończąca się podróż. Z Polski wyruszyłam 12 lipca, aby w przeciągu 10 dni podróży: autobusami, pociągami, stopem, przez Ukrainę, Mołdawię, Rumunię i Bułgarię dotrzeć do Stambułu. To niewiarygodne jak wiele udało nam się zobaczyć.  To niewiarygodne jak dużo niesamowitych ludzi udało się nam poznać. I to niewiarygodne jak ludzie są dobrzy.
W Stambule uczestniczę w kursie języka tureckiego, a po zajęciach wraz z moim chłopakiem - towarzyszem podróży, zwiedzamy to wspaniałe miasto.
Także mój blog chyba zmieni swoje oblicze na bardziej podróżniczy, zwłaszcza, że mój witarianizm okroiłam teraz do wegetarianizmu, ale obiecuję wrócić do tego tematu.  Bardzo się cieszę, że witarianizm jest coraz bardziej popularny w Polsce. Słyszałam, że odbyły się niesamowite warsztaty w kilku polskich miastach - zazdroszczę wszystkim uczestnikom i cieszę się, że więcej osób o tym usłyszało. Oglądając zdjęcia z tej imprezy sama czuję się zmotywowana, aby w mięsnej Turcji może nie tyle promować, co po prostu prowadzić taki styl życia.

Odezwę się dopiero za około 2 tygodnie, kiedy to będę miała trochę spokojniejszy czas. Obiecuję kilka smaczków z podróży i zdjęcia;)

poniedziałek, 13 sierpnia 2012

26.) Nie jest dobrze wiedzieć. Szestow.

Jak tu już napisałam, chciałabym kilka postów poświęcić filozofii. Jestem bardzo zainteresowana rosyjską filozofią, więc chciałabym przedstawić jedną z teorii, która bardzo mnie zainspirowała. Jednak już na samym początku tych rozważań rodzi mi się w głowie pytanie, czy jest ,,filozofią" teoria, która w jakiś sposób się jej przeciwstawia?
Mam nadzieję, że nie stworzę tutaj filozoficznego bełkotu, postaram się przedstawić to najprościej jak tylko potrafię.
Filozofia to umiłowanie mądrości, rozważania na temat POZNANIA, istnienia, wartości. Według filozofów greckich filozofia ma odpowiadać na nurtujące człowieka pytania, pomagać mu zrozumieć świat, w pewien sposób uspokajać.
Szestow mówi coś zupełnie odwrotnego - filozofia ma cię niepokoić, ma cię odwieść od prób zrozumienia świata.
Swoją teorię Szestow wyprowadza z Edenu. Grzech pierwszych ludzi dotyczył zerwania jabłka z drzewa poznania. Szatan w postaci węża skusił ich wiedzą.<< "Owoce z drzew tego ogrodu jeść możemy,  tylko o owocach z drzewa, które jest w środku ogrodu, Bóg powiedział: Nie wolno wam jeść z niego, a nawet go dotykać, abyście nie pomarli".  Wtedy rzekł wąż do niewiasty: "Na pewno nie umrzecie!  Ale wie Bóg, że gdy spożyjecie owoc z tego drzewa, otworzą się wam oczy i tak jak Bóg będziecie znali dobro i zło" >>( ks rodz 3,2-5) Szestow mówi dalej, cała filozofia poszła za wężem, a nie Bogiem.
I tu zaczyna się pewien dualizm, pewno przeciwstawienie: drzewa życia i drzewa poznania. <<  A zasadziwszy ogród w Eden na wschodzie, Pan Bóg umieścił tam człowieka, którego ulepił.  Na rozkaz Pana Boga wyrosły z gleby wszelkie drzewa miłe z wyglądu i smaczny owoc rodzące oraz drzewo życia w środku tego ogrodu i drzewo poznania dobra i zła.>> (ks. rodz. 2,8-9)  
Tak więc człowiek przestał karmić się owocami drzewa życia, zaczął jeść owoce drzewa poznania.
Szestow poszedł dalej, przeciwstawiał Ateny (miasto poznania, kolebka filozofii), Jerozolimie (miasto życia, kolebka wiary), Abrahama, Hioba (biblijne postaci, które zaufały Bogu - Abraham byl gotowy poświęcić syna, cierpiący Hiob swój majątek, rodzinę, zdrowie) Sokratesowi i Arystotelesowi. Poniekąd dochodzimy tutaj do powszechnej w filozofii i literaturze prawdy serca (wiary) i rozumu (obecnej między innymi u Dostojewskiego)

Nie wiem, czy przedstawiłam tę teorię dobrze, dla mnie jest ona nie tylko bardzo interesująca, ale również poniekąd prawdziwa. Im mniej pewnie czujemy się w świecie, tym jesteśmy lepsi, uważniej stawiamy swoje kroki, więcej szacunku mamy do innych. A co do prawdy rozumu i serca, ostatnio rozmawiałam z moim tureckim przyjacielem i on nazwał to zachodem (siła, logiczność) i wschodem (irracjonalność, intuicja), czy też męskością i kobiecością. I choć wiemy, że prawda serca jest czysta, dobra (nie chcę użyć słowa lepsza), żyjemy w świecie rozumu: siły, logiki, nauki, postępu.

Temat piękny, choć nie wiem czy go udźwignęłam. To mój pierwszy tak filozoficzny post. Z ciepłym pozdrowieniem z Turcji i przeprosinami, że nie pisałam tak długo.
Agata:)

PS1 Przepraszam za uproszczenia w tym artykule, świat jest tak piękny i różnorodny, że nie mieści się w dualizmie
PS2 Do napisania tego artykułu korzystałam z Pisma Świętego (Księgi rodzaju), informacji o Szestowie zdobytych podczas uczęszczania na przedmiot Rosyjska Myśl Filozoficzna w ramach moich studiów (u najlepszego filozofa jakiego znam), a także artykułu Bierdiajewa ,,Fundamentalna idea filozofii Lwa Szestowa"