piątek, 17 lutego 2012

10.) ,,Szarlatanki"

Dzisiaj chciałabym podzielić się przepisem na bardzo prosty i smaczny surowy deser, a mianowicie na kuleczki o smaku szarlotki - stąd ich początkowa nazwa - ,,Szarlotanki", która natychmiastowo została zmieniona na ,,Szarlatanki" i tak się wśród moich znajomych przyjęła. Jest to mój autorski przepis, ale jest tak prosty, że nie zdziwiłabym się jakby już funkcjonował. Do ich zalet oprócz smaku zaliczyć można czas przygotowania - 5 minut, a także niski koszt składników - nie więcej niż 5 zł.




SKŁADNIKI
- pół kubka płatków owsianych (moczone kilka godzin do uzyskania kleistej konsystencji)
- jedno jabłko
- jedna - dwie łyżki miodu lub syropu z agawy
- cynamon
- można dodać również orzechy, rodzynki, pestki słonecznika...co kto lubi;) 

SPOSÓB PRZYGOTOWANIA
Do namoczonych płatków owsianych dodajemy starte jabłuszko, miód/syrop z agawy, cynamon i bakalie. Z powstałej masy robimy kuleczki. I gotowe.

Życzę smacznego!

czwartek, 16 lutego 2012

9.) Dzika róża

Muszę się pochwalić - jeszcze nigdy nie dostałam tylu róż co w tegoroczne Walentynki. Nawet nie zdołałam ich policzyć. Oczywiście mam na myśli owoce dzikiej róży, których otrzymałam całe wiaderko. To najwspanialszy prezent Walentynkowy jaki kiedykolwiek otrzymałam! Już wam mówię dlaczego.

Przede wszystkim dzika róża jest niewiarygodnie bogata w witaminę C - zawiera jej dziesięciokrotnie więcej niż czarna porzeczka. Wystarczą 2-3 owoce i nasze dzienne zapotrzebowanie na witaminę C zapewnione, a  skuteczność naturalnie występującej w dzikiej róży witaminy w porównaniu z syntetycznym odpowiednikiem jest trzy razy większa. Jedząc ją nawet w niedużych ilościach nie jest możliwe, aby się przeziębić. 
Dzika róża zawiera również garbniki, karotenoidy, kwasy organiczne, olejki eteryczne, cukry, pektyny. Ma działanie żółciopędne, a także lekko moczopędne i rozkurczające. Jest wykorzystywana przy leczeniu wątroby, nerek i chorób układu pokarmowego. 

Można ją spotkać wszędzie: w lesie, w parkach, a nawet w centrum miasta. Jako dowód powiem, że rośnie w Toruniu przy akademikach na starówce, czy też koło Cinema City. Choć lepiej użytkować jednak tę rosnącą z dala od samochodowego zgiełku. Ponadto jest odporna na mrozy i dlatego też można się nią żywić w zimie. 

I co najważniejsze dzika róża jest przepyszna. Dla mnie jej owoce są jak cukierki. Nie trzeba ich niczym doprawiać, jest słodka i pożywna. Można robić z niej przetwory, dżemy, pięknie ozdabia witariańskie i nie tylko witariańskie desery, nadaje się również do koktajli, sałatek. Z powodzeniem można ją również ususzyć, tak po prostu trzymając w temperaturze pokojowej. Jedyną wadą mogą być liczne, drobne pestki, których raczej nie należy połykać.

Ja znam i używam dwóch rodzajów dzikiej róży:

SZLACHETNA (to moje określenie)
Zawiera podobno więcej witaminy C od bulwiastego jej odpowiednika. Jest również słodsza i bardziej odporna na mrozy. Dojrzewa za to o wiele później - grudzień - luty



BULWIASTA (to moje określenie)
Powszechnie występująca, jak na dziką różę mało odporna na mrozy, może dlatego, że wcześniej robi się dojrzała - październik, listopad.


Bardzo dziwię się, dlaczego o niej zapominamy i dlaczego jej codziennie nie jemy. Nasi praprapradziadowie - ludzie pierwotni szybko poznali się na dzikiej róży i stanowiła ona codzienny element ich diety.

O dziwo niekiedy na targach jest sprzedawana jako ozdoba do wazonu. Kiedy jeszcze nie wiedziałam, gdzie rośnie, a spotkałam ją na targu i kupiłam kilka gałązek nie dowierzano mi, że to się je, nawet sprzedawca powiedział: ,,pierwsze słyszę!" Skorzystałam na tym, gdyż od miłego pana otrzymałam wszystkie dzikie róże, które odczepiły się od gałązek:) 

Dzika róża wpasowuje się również do koncepcji dopasowywania surowej diety do polskich warunków. Dowodzi, że mamy swoje rośliny potrzebne nam w naszym klimacie. Jest niezastąpiona zimową porą.

Podsumowując dzika róża jest najwspanialszym owocem na ziemi. Jest dostępna zimą, posiada niesamowite ilości potrzebnych nam dla zdrowia witamin oraz mikro i makroelementów, jest przepyszna w smaku i w dodatku nic nie kosztuje, gdyż jest dostępna niemal na każdym rogu.

PS Bardzo dziękuję za taki wspaniały prezent i pozdrawiam kochanego ,,darczyńcę";)


środa, 8 lutego 2012

8.) Wage Danielian

Dzisiaj chciałabym przedstawić Wage Danieliana - tym razem nie Rosjanina a Ormianina. Chciałabym od czasu do czasu napisać coś o znanych w surowym świecie osobach.

Urodził się w 1920 roku w Konstantynopolu (Stambuł) w rodzinie popularnego lekarza. Niedługo potem jego rodzina ze względu na prześladowania Ormian w Turcji musiała wyemigrować do Armenii. Podczas II wojny światowej 4 lata spędził w niemieckiej niewoli. Kiedy w 1945 roku powrócił do ojczyzny, na drugi dzień po przyjeździe został aresztowany i zesłany na 15 lat robót na Syberii. Spędził w stalinowskim obozie 10 lat. Jak sam powiedział: ,,żyjąc 10 lat w piekle całkiem straciłem zdrowie". Po powrocie z zesłania, będąc pod wpływem książki Aterowa ,,Surojedzenie" (Атеров ,,Сыроедение") zaczął jeść na surowo i powrócił do pełni zdrowia. Od 1963 roku prowadził wiele wykładów na temat naturalnej medycyny (''натуральной'' или ''естественной гигиены''). Na jednym z nich w latach 80 był Igor Boutenko (mąż Wiktori Boutenko) i właśnie od Danieliana familia Boutenko po raz pierwszy usłyszała o surowej diecie.
Obok prowadzenia wykładów Danielian pracował jako tłumacz. Biegle włada angielskim, niemieckim, francuskim, rosyjskim. Co ciekawe świetnie także gra na skrzypcach.
Od 1963 roku zaczął również aktywnie biegać - brał udział w wielu maratonach. Twierdzi, że bieganie daje taki sam efekt jak głodówka.
Obecnie ma 92 lata i trzyma się świetnie. Surowo żywi się od ok. 50 lat. Wydaje mi się, że jest jedną z najstarszych osób, która określa się mianem ,,witarianina".  

Zdjęcie z 2009 r. Całkiem nieźle jak na 89 lat, prawda?
 korzysałam z: syroedenie.com, gladworld.ru

środa, 1 lutego 2012

7.) Wiktoria Boutenko po rosyjsku

W jednym z postów na tym blogu napisałam o moich planach, aby tłumaczyć z języka rosyjskiego filmiki o surowej diecie. Dzisiaj wprowadziłam to w czyn. 
Jak tylko znalazłam na youtube fragment wykładu Wiktorii Boutenko, wiedziałam, że to będzie pierwszy filmik z serii ,,przeze mnie tłumaczone". O Wiktorii pisałam już w poście o zielonych koktajlach. Jest mi ona niezwykle bliska, ze względu na fakt, że to właśnie od niej i jej warsztatów wszystko się zaczęło. 
Wykład Wiktorii ,,Żywieniowa katastrofa" to niezwykle ciekawie opowiedziana historia o tym, dlaczego jemy tak jak jemy. Co wpłynęło na zmianę diety całej ludzkości i co ma z tym wspólnego Napoleon?



Chciałabym również zaznaczyć, że po raz pierwszy używałam programu do tworzenia napisów i nie jestem jeszcze w nim biegła, stąd też mogą się pojawić pewne błędy techniczne, za co z góry przepraszam.

poniedziałek, 30 stycznia 2012

6.) Zielone koktajle

Zielony koktajl to napój, który wywrócił moje życie i życie mojej rodziny do góry nogami. Ale zacznijmy od początku. 
Moja przygoda z surową dietą rozpoczęła się od warsztatów Wiktorii Boutenko (link do warsztatów). Wiktoria to Rosjanka (ah ci Rosjanie), która z całą rodziną wyemigrowała do Stanów Zjednoczonych. Ze względu na problemy zdrowotne prawie wszystkich członków rodziny, familia Boutenko zrezygnowała z dotychczasowego stylu życia i zaczęła żywić się na surowo. Co ciekawe inspiracją  do takiej zmiany był wykład  Wage Danieliana - Ormianina (o nim jeszcze ode mnie tutaj na tym blogu przeczytacie) usłyszany jeszcze w Związku Radzickim w latach 80. 

Ale dlaczego w ogóle piszę o Wiktorii? Jest to uzasadnione - to pomysłodawczyni zielonego koktajlu.

Wiktoria zestawiła dietę człowieka z dietą szympansa, podążając za myślą, że skoro nasze geny są w 99,4% identyczne, to w tylu procentach nasza dieta powinna być podobna do pożywienia tego zwierzęcia. Wyniki jej badań były zaskakujące. Okazało się, że nawet dieta witarianina jest podobna do diety naszego szympansiego krewniaka na zaledwie 50%. Analizując to, z czego składa się pożywienie szympansów, Wiktoria doszła do wniosku, że jemy za mało zielonego. Zielone, wg mnie nie do końca słusznie, zaliczane jest do warzyw. Są to np. sałata, szpinak, natka pietruszki czy też selera, jarmuż, pokrzywa, mniszek lekarski, wszelkiego rodzaju jadalne liście - np. brokuła, buraka, winogrona... Można wyliczać bez końca. Problem polega jednak na tym, że nawet ze słyszenia nie za bardzo przypada nam to do smaku. Sałatę może jeszcze w niewielkich ilościach spożywamy, ale nie mogę sobie wyobrazić człowieka, który nie przymuszony skrajnym głodem sięgnął by po ciemnozielony liść brokuła i schrupał go ze smakiem. Wiktoria miała podobne odczucia - początkowo zmuszała się do jedzenia dużych ilości zielonego, nie był to jednak zbyt dobry sposób na wprowadzenie zielonego do swojej diety. Z pomocą po raz kolejny przyszła jej obserwacja zwierząt. Wyczytała gdzieś, że niektóre zwierzęta robią sobie ,,kanapki'' owijając zielonym owoce. Podążając tym tropem wrzuciła zielone z owocami do blendera i wyszedł pyszny, zielony i bardzo zdrowy napój, który ma niesamowicie dobry wpływ na ludzki organizm. Po więcej informacji na ten temat odsyłam do książki Wiktorii Boutenko - ,,Rewolucja zielonych koktajli" (okładka). Jest to jedyna jak do tej pory książka tej autorki dostępna w języku polskim. Czyta się ją naprawdę bardzo szybko i przyjemnie. Polecam również post na blogu - W poszukiwaniu optymalnego zdrowia Eweliny Estepnickiej, gdzie znajdują się ciekawostki o zieleninie zaczerpnięte z innej książki Wiktorii Boutenko ,,Green for life", która niestety nie doczekała się jeszcze polskiego tłumaczenia. Jest za to w wersji angielskiej (link) lub też rosyjskiej (link).

Moja przygoda z surową dietą rozpoczęła się właśnie od picia zielonych koktajli. Reszta zmieniała/zmienia się u mnie automatycznie. Nie wiem jak to się stało, ale bardzo szybko zielonymi koktajlami zaraziła się moja rodzina. Moja mama zakochała się w nich bez pamięci. Nie tylko codziennie je pije, ale zaraża nimi wszystkich wokół. Nie trzeba było długo czekać, aby zielone koktajle wpłynęły na jej zdrowie - schudła kilka kilogramów, bardzo dobrze się czuje, znikają jej woreczki pod oczami, z którymi się zmagała całe życie. Moja siostra natomiast pijąc zielone koktajle pożegnała się z problem załatwiania się. Od lat borykała się z problemem zaparć, nic na dłuższą metę nie skutkowało do czasu, kiedy zaczęła pić ten cudowny napój.

Na obrazku, który przygotowałam znajduje się ogólny przepis na zielony koktajl. Bardziej szczegółowe będę wrzucać na bieżąco. Zachęcam do twórczego, własnego znajdowania swoich ulubionych koktajli. 



Zasada ich tworzenia jest prosta: zielone + owoce (powinny stanowić nie mniej niż 60% naszej mikstury - wtedy koktajl jest najlepszy) + woda (ilość w zależności od mocy naszego blendera i tego jaka konsystencja nam odpowiada) i gotowe;) Smacznego!

sobota, 28 stycznia 2012

5.) Co ma wspólnego surowa dieta z Rosją cz.2

Dzisiejszego posta piszę z nieukrywaną zazdrością. W Rosji, a dokładniej w Moskwie właśnie dzisiaj rozpoczyna się ,,Rosyjski Forum Lekarzy - Surojedów i Wegetarian" (po rosyjsku Всероссийский открытый форум врачей-сыроедови и вегетарианцев)

I właśnie tego mi w Polsce brakuje. Zamiast entuzjastycznych blogów na temat surowej diety takich wariatek jak ja - spotkania profesjonalistów, którzy mają wykształcenie medyczne:). Oczywiście wszystko, czego się dowiem postaram się tutaj zamieścić. W najbliższym czasie mam zamiar rozpocząć moją działalność tworzenia napisów do rosyjskich filmików.
Tymczasem chciałabym opowiedzieć o organizatorze tego spotkania - zapalonym witarianinie Siergieju Dobrozdrawinie (tak swoją drogą ma ciekawe nazwisko jak na propagatora surowej diety).




Jak sam z humorem o sobie pisze miał świetnie płatną pracę, piękną żonę, miłość, rodzinę, przyjaciół, gdyby tylko nie ten wystający brzuch. Próbował się od niego uwolnić na wiele sposobów - niestety bez rezultatu. Z pomocą przyszła mu książka o surowej diecie. W 2008 roku wcielił w życie, to co przeczytał i surojadem jest do dzisiaj. Ma również synka, który ma niespełna 3 lata, a który w swoim życiu nie jadł niczego gotowanego. Z surowym jedzeniem związał swoją karierę. Prowadzi Szkołę Surowego Jedzenia i Wegetariaństwa, a także organizuje wiele witariańskich imprez np. Moskiewski Festiwal Surojedzenia (odbyły się już dwie edycje), czy Dziecięce Święto Noworoczne ,, Żywa choinka" (Живая Ёлка). Na swojej stronie internetowej (dobrozdravin.ru) zamieszcza dużo wartościowych filmików dotyczących surowej diety. Co ważne nie skupia się tylko na dobrych stronach witarianizmu, porusza też sprawy kontrowersyjne i  otwarcie mówi o problemach związanych z takim stylem życia.

Ciąg dalszy z pewnością nastąpi. Postaram się przetłumaczyć udostępnione przez Siergieja filmiki, a także uzyskać jak najwięcej informacji z dzisiaj rozpoczętego forum lekarzy - witarian. Proszę tylko o cierpliwość - sesja;)

wtorek, 24 stycznia 2012

4.) witariańskie lody

W związku z prośbami, aby podać sprawdzone przeze mnie przepisy, chciałabym się podzielić dosyć znanym w witariańskim świecie przepisem na lody. Lody dla mnie to najlepszy sposób, aby pokazać innym jak się odżywiam. Po ich spróbowaniu ludzie od razu nastawiają się do surowego jedzenia lepiej:)
I na koniec jeszcze przestroga - proszę się nie uzależniać od tego przysmaku!


LODY BANANOWE
Wystarczą dwa/trzy zamrożone obrane ze skórki banany, które wrzucamy do blendera.
I gotowe.
LODY CZEKOLADOWE
Do bananów przed zmiksowaniem należy dodać 2 łyżki kakao. Można dodać również trochę wanilii. Niekiedy należy jeszcze dodać trochę wody.
LODY SNICKERSOWE
To już moja wariacja, do jeszcze nie zblendowanych lodów czekoladowych dodać dwie łyżki masła z orzeszków ziemnych. Wychodzą naprawdę przepyszne.
LODY TRUSKAWKOWE/ WIŚNIOWE/ GRUSZKOWE JAGODOWE...
Właściwie zawsze wychodzą dobrze. I to od nas zależy czy dodamy kakao, miodu, wiśnie czy gruszki. Także jest pole do eksperymentowania.
Mam jeszcze pomysł na LODY ŚMIETANKOWE. I choć jeszcze go nie wprowadziłam w życie, już się nim podzielę. A nuż ktoś spróbuje pierwszy i mi da znać, czy wyjdą dobre.   Co powiecie na banany plus krem z migdałów lub nerkowców?
Pozdrawiam i życzę smacznego.