czwartek, 16 lutego 2012

9.) Dzika róża

Muszę się pochwalić - jeszcze nigdy nie dostałam tylu róż co w tegoroczne Walentynki. Nawet nie zdołałam ich policzyć. Oczywiście mam na myśli owoce dzikiej róży, których otrzymałam całe wiaderko. To najwspanialszy prezent Walentynkowy jaki kiedykolwiek otrzymałam! Już wam mówię dlaczego.

Przede wszystkim dzika róża jest niewiarygodnie bogata w witaminę C - zawiera jej dziesięciokrotnie więcej niż czarna porzeczka. Wystarczą 2-3 owoce i nasze dzienne zapotrzebowanie na witaminę C zapewnione, a  skuteczność naturalnie występującej w dzikiej róży witaminy w porównaniu z syntetycznym odpowiednikiem jest trzy razy większa. Jedząc ją nawet w niedużych ilościach nie jest możliwe, aby się przeziębić. 
Dzika róża zawiera również garbniki, karotenoidy, kwasy organiczne, olejki eteryczne, cukry, pektyny. Ma działanie żółciopędne, a także lekko moczopędne i rozkurczające. Jest wykorzystywana przy leczeniu wątroby, nerek i chorób układu pokarmowego. 

Można ją spotkać wszędzie: w lesie, w parkach, a nawet w centrum miasta. Jako dowód powiem, że rośnie w Toruniu przy akademikach na starówce, czy też koło Cinema City. Choć lepiej użytkować jednak tę rosnącą z dala od samochodowego zgiełku. Ponadto jest odporna na mrozy i dlatego też można się nią żywić w zimie. 

I co najważniejsze dzika róża jest przepyszna. Dla mnie jej owoce są jak cukierki. Nie trzeba ich niczym doprawiać, jest słodka i pożywna. Można robić z niej przetwory, dżemy, pięknie ozdabia witariańskie i nie tylko witariańskie desery, nadaje się również do koktajli, sałatek. Z powodzeniem można ją również ususzyć, tak po prostu trzymając w temperaturze pokojowej. Jedyną wadą mogą być liczne, drobne pestki, których raczej nie należy połykać.

Ja znam i używam dwóch rodzajów dzikiej róży:

SZLACHETNA (to moje określenie)
Zawiera podobno więcej witaminy C od bulwiastego jej odpowiednika. Jest również słodsza i bardziej odporna na mrozy. Dojrzewa za to o wiele później - grudzień - luty



BULWIASTA (to moje określenie)
Powszechnie występująca, jak na dziką różę mało odporna na mrozy, może dlatego, że wcześniej robi się dojrzała - październik, listopad.


Bardzo dziwię się, dlaczego o niej zapominamy i dlaczego jej codziennie nie jemy. Nasi praprapradziadowie - ludzie pierwotni szybko poznali się na dzikiej róży i stanowiła ona codzienny element ich diety.

O dziwo niekiedy na targach jest sprzedawana jako ozdoba do wazonu. Kiedy jeszcze nie wiedziałam, gdzie rośnie, a spotkałam ją na targu i kupiłam kilka gałązek nie dowierzano mi, że to się je, nawet sprzedawca powiedział: ,,pierwsze słyszę!" Skorzystałam na tym, gdyż od miłego pana otrzymałam wszystkie dzikie róże, które odczepiły się od gałązek:) 

Dzika róża wpasowuje się również do koncepcji dopasowywania surowej diety do polskich warunków. Dowodzi, że mamy swoje rośliny potrzebne nam w naszym klimacie. Jest niezastąpiona zimową porą.

Podsumowując dzika róża jest najwspanialszym owocem na ziemi. Jest dostępna zimą, posiada niesamowite ilości potrzebnych nam dla zdrowia witamin oraz mikro i makroelementów, jest przepyszna w smaku i w dodatku nic nie kosztuje, gdyż jest dostępna niemal na każdym rogu.

PS Bardzo dziękuję za taki wspaniały prezent i pozdrawiam kochanego ,,darczyńcę";)


3 komentarze:

  1. Trzeba przyznać darczyńcy - bardzo oryginalny prezent! :) Kogo jak kogo, ale Ciebie Kochana na pewno bardzo ucieszył. Życzę dużo zdrówka i jeszcze więcej zwariowanych pomysłów. Pozdrawiam serdecznie! :) :) :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja polecam z dzikiej rozy winko jest przepyszne

    OdpowiedzUsuń