poniedziałek, 16 stycznia 2017

84.) Zimowe widoki odsłona 2017

Aż ciężko mi uwierzyć, ze od ostatniego posta na tym blogu minął prawie rok. Kiedyś pewno bym się tłumaczyła i przepraszała. Dziś mam dla siebie znacznie więcej wyrozumiałości. No cóż, taka już moja specyfika. Czasami jestem, czasami mnie nie ma. I ma to swój urok.
Cóż to był za rok! Jeden z cięższych w moim życiu, bo po pierwsze zaczęła się dorosłość, którą rozumiem jako samodzielność finansową, a co tu kryć, mam trudność z dostosowaniem się do rozwiązań systemowych. Ponadto był to pierwszy rok na swoim, w starym niewyremontowanym domku z ponadhektarową działką, którą trzeba się zaopiekować, ale zawsze na swoim, a więc z poczuciem odpowiedzialności. Było więc pierwsze w moim życiu ogrodowanie, zmaganie się z kaprysami przyrody (głównie natury ludzkiej), próby przetworzenia wyhodowanej przez siebie żywności. Po raz pierwszy w życiu podjęłam się pracy. Pierwszy raz w życiu targały mnie tak skrajne emocje z dużą domieszką depresyjnej szarości, bo co tu kryć - nie znałam i nie byłam świadoma trudów wiejskiego życia, nigdy nie było mi dane żyć przez ponad rok bez toalety, nigdy nie paliłam w piecu, a z kuchnią kaflową nigdy nie miałam do czynienia. Już się chyba przyzwyczaiłam do szmerów pod podłogą i niewygodnej wersalki. Były też napięcia związkowe, bo dla nas obydwojga to był trudny czas. Przerabiamy pojęcie pracy od każdej strony, wzdłuż, wszerz, z góry, dołu i na wspak. I jakoś tak jeszcze nie znaleźliśmy ostatecznego rozwiązania.Ponadto podjęłam się studiów pedagogicznych, dosłownie i w przenośni. Z zapałem wertuję pedagogiczne eksperymenty, koncepcje paidei, czyli wychowania człowieka i oglądam filmy o wybitnych i skutecznych pedagogach. 
W teorii tyle rzeczy mam opanowanych, ale gdy chodzi o praktykę, bywa różnie, zazwyczaj mniej wesoło. Mój idealizm jest permanentnie wystawiony na konfrontację z rzeczywistością i choć nie raz już gryzłam ściany, zawsze wraca, otula mgłą rozmarzonego wzroku i motywuje inspirującą rozmową podniesionym z podniecenia głosem. 
Planów cała masa, wyzwania gonią wyzwania. W tym roku całkiem możliwe, że staniemy się przedsiębiorcami - założymy suszarnię owoców, warzyw, ziół. Rozpoczniemy współpracę z lokalnymi rolnikami i będziemy dostarczać kooperatywom spożywczym i wszystkim zainteresowanym dobrą, ekologiczną polską żywność. Zanim się to jednak stanie musimy zmierzyć się z remontem, formalnościami i strachem przed nieznanym. Czekają mnie praktyki studenckie i jak zawsze w takiej sytuacji szykuję sobie niezapomniane wrażenia. 
A tak poza tym wszystkim, co w głowie, u was też tak biało? Ulepimy dziś bałwana? No chodź zrobimy to!




2 komentarze:

  1. Odnośnie suszarni to słyszałam parę dni temu reportaż w radiowej "Trójce" o ludziach suszących starymi metodami gdzieś w Bieszczadach.Bardzo ciekawe.Ja mogę pomarzyć , marzeniem czystym samym dla siebie o takim przedsięwzięciu.Ale z twoim entuzjazmem i planami w tej materii może warto się zainteresować ?
    Tak czy inaczej powodzeni i pisz częściej.

    OdpowiedzUsuń
  2. Bałwana Agato mówisz ? A niby z czego ??? Kilka dni temu po raz pierwszy tej zimy widziałam padający śnieg, duużo śniegu. Problem z tym, że po niespena godzinie nie było po nim na ulicach ani śladu, bo spadł przy temperaturze powyżej stopni pięciu ... Tu, pod Kolonią, ten tydzień ma być podobno z małymi przymozkami, ale i codziennym słońcem od rana do wieczora, więc nie ma szans ani na jeden płatek śniegu.
    Dlatego, aby nie tęsknić tak bardzo za śnieżną zimą, uwieczniłam ten jedyny wspaniały moment prawdziwej zimy, jaką naocznie mogłam sobie zaobserwować. Cieszyłam się jak dziecko :) :
    https://www.youtube.com/watch?v=iE57qYqOTso
    A Wasz bałwan piękny, super przystojny, do tego z gustowną łopatą <3

    OdpowiedzUsuń